19 kwietnia 2013

2.



-Kopę lat Wik, dobrze cię znów widzieć.- Dawid podszedł i podał mi rękę. Machinalnie uścisnęłam ją. Dziwił mnie mój spokój, ale zarazem dodawał pewności siebie. Czułam, że spotkanie z blondynem nie robi na mnie wrażenia. Był tylko zwykłym kolegą z przeszłości, nikim więcej.

-Ciebie również Dav, choć wolałabym żeby to były inne okoliczności.- spojrzałam w stronę bruneta, który bacznie nam się przyglądał. Dopiero teraz mogłam przyjrzeć się lepiej jego osobie. Mogłam śmiało powiedzieć, że należał do przystojnych mężczyzn. Postura typowego skoczka, czarne włosy i brązowe oczy. Przypominały gorącą czekoladę, pewnie nie jedna fanka rozpływała się pod wpływem jego spojrzenia. Zbyt długo mu się przypatrywałam. Wywołało to śmiech wśród skoczków.

-Koteczku, aż tak ci do śmiechu? Jeszcze nie wiadomo, co z twoją nogą.- zirytował mnie.
 Pewność siebie jaka emanowała z niego była nie do zniesienia. Może i był ładny, ale puszył się jak paw. Odeszłam kawałek dalej nie zważając na obrażoną minę Kota. Przeszukałam wzrokiem widownię. Niestety nie odnalazłam nigdzie Gosi. Najwyraźniej stwierdziła, że przerwa w meczu to doskonała okazja do gnębienia siatkarzy.

-Wik, tu ziemia. Mówię do ciebie.- jakaś ręka znalazła się niebezpiecznie blisko mojej twarzy. Odwróciłam się i zobaczyłam, że to Dawid próbuje nawiązać ze mną łączność.
-Coś mówiłeś?- zapytałam trochę zagubiona.
-Łukasz wysłał mi smsa, że lekarz utknął w korku. Będzie za ok. 30 min. Weźmiemy Skarba do szatni. Mogłabyś pójść razem z nami?- Powoli analizowałam słowa wypowiedziane przez Kubackiego. Czy on właśnie nazwał Maćka ,Skarbem?  W sumie jestem osobom tolerancyjną, ale nie wiedziałam, że mój były chłopak jest gejem! Szkoda trochę bruneta.
-Dobra pójdę, napiszę tylko do koleżanki żeby mnie nie szukała.- zrobiłam jak powiedziałam i poszłam za nimi. Przyszedł jeszcze jeden ze skoczków, który przedstawił się jako Krzysiek Miętus. Razem z Dawidem wzięli Kota pod boki i zaprowadzili go do szatni.
*
Siedzieliśmy we trójkę w ciszy. Po chwili Dawid musiał wyjść. Rozpoczęli grę, a skład i tak był już osłabiony.
-Boli cię jeszcze noga?- Zapytałam wskazując głową na koniczynę. Minęło trochę czasu zanim chłopak zrozumiał sens wypowiedzianego przeze mnie zdania.
-Nie jest źle.- skomentował krótko.
Wydawał się być zły. Zaczęłam zastanawiać się ,czy go czasami nie uraziłam. Może jest zazdrosny o blondyna? Nasze powitanie było dziwne, ale nie mogliśmy mu dać powodów do zazdrości.
-Ja i Dawid kiedyś byliśmy razem, ale teraz już nic nas nie łączy. Nie musisz się martwić.- Chłopak podniósł głowę i spojrzał na mnie jak na UFO. To była mieszanina zaskoczenia i zainteresowania.
-Mustaf rzadko mówi o swoich byłych, ale dlaczego uważasz, że mógłbym się martwić tym, że kiedyś byliście razem?-  Teraz brunet zdecydowanie wyglądał na rozbawionego. Podczas, gdy ja robiłam się coraz bardziej zażenowana.
-Nie musisz udawać, jestem dość spostrzegawczą osobą. Zauważyłam, że coś was łączy.- Czułam jak cała pewność siebie ulatuje ze mnie. Moje policzki paliły żywym ogniem, a Maciej tylko mi się przyglądał, jakby trawił dopiero słowa, które wypowiedziałam.
Po chwili wybuchnął niepochamowanym śmiechem. Jego śmiech wypełnił całą szatnię. Chłopak trzymając się za brzuch położył się na ławce, na której wcześniej siedział i ciągle się śmiał. Byłam bardzo zdezorientowana. Nie wiedziałam, czy on sobie żartuje teraz ze mnie, czy próbuje ukryć to, co odkryłam.  Chciałam wyjść z tego pomieszczenia.
Trzymałam już rękę na klamce kiedy on zawołał:
-Poczekaj! Możesz mi powiedzieć jakim cudem doszłaś do wniosku, że ja i Dawid jesteśmy razem?- Maciek ledwie powstrzymywał się od kolejnego wybuchy. Wytarł łzę, która spływała po jego policzku i usiadł obserwując mnie.
-Nie musisz udawać! Przecież słyszałam. - czułam, że on sobie kpi ze mnie. Nie podobało mi się to. Przecież to nic złego, że są parą.- Nazwał cię Skarbem- dodałam.
-I tak właśnie rodzi się plotka. Dziewczyno ja N-I-E J-E-S-T-E-M   G-E-J-E-M. To tylko moje przezwisko. Zawsze uważałem, że jest głupie, ale kogo to wina, że mnie nie słuchają- Kot popatrzył na mnie z szerokim uśmiechem na twarzy.
Było mi naprawdę głupio. Mam za dużą wyobraźnię. Mama zawsze mi mówiła, że to mnie jeszcze wpędzi w kłopoty. No i miała rację.
Stałam i nie wiedziałam, co ma zrobić, co powiedzieć. Mój rozmówca najwyraźniej planował rozkoszować się moim zażenowaniem.  Spojrzałam na swoje ręce i wydukałam ciche „Przepraszam”.
-Nie masz za co, jedynie za to, że nazwałaś mnie wcześniej Koteczkiem. Dawno się tyle nie uśmiałem. Chyba cię wynajmę. Będziesz moim komikiem .- Pokazał mi ręką żebym usiadła obok niego.
Zrobiłam to. Chwile panowała cisza. Czułam, że powoli wracam do siebie, a moja twarz nie wyglądała już jak wyjątkowo dojrzały pomidor. Spojrzałam mu w oczy. On zrobił to samo. Trwało to chwilę. Zatopiłam się w nich. Widziałam radosne ogniki tańczące w jego tęczówkach. Czułam jakbym znała go od dawna. Delikatnie przybliżył swoją twarz do mojej. Ja zrobiłam to samo. Otworzył delikatnie usta. Chciałam się w nich zatopić, poznać ich smak….
-Maniek ,lekarz przyjechał…- Odwróciłam szybko głowę.
W drzwiach stał Dawid. Jego mina wyrażała wielkie zdziwienie. Choć pewnie na mojej twarzy malowało się jeszcze większe. Nie wiedziałam, co robić. Po prostu wstałam i już chciałam wyjść ,kiedy usłyszałam głos Maćka za swoimi plecami.
-Stój!- Chciał wstać, ale chora noga nie pozwalała mu na to.- Jutro o 12 jedziemy z chłopakami do Police. Mamy jeszcze miejsce w busie, jak chcesz to jedź z nami.- Widziałam, że chciał. Jego oczy to mówiły.
-Moja przyjaciółka…-zaczęłam słabym głosem, ale brunet nie dał mi dokończyć.
-Dla niej też znajdzie się miejsce.- przytaknęłam potwierdzająco głową.
Na jego twarzy zagościł uśmiech. Na mojej też. Potem wyszłam. Minęłam wciąż zaskoczonego blondyna i skierowałam się  ku wyjściu.
Napisałam krótką wiadomość do Gosi, że poszłam już do domu. Nadal nie wiedziałam, co przed chwilą mogło się stać. W sumie nie znałam go. Wydawał się być intrygującym chłopakiem, ale wtedy przypomniałam sobie spojrzenie Dawida. Poczułam poczucie winy. Nie wiem dlaczego. W końcu od dawna między nami nic nie było.
Nawet nie wiem ,kiedy i jakim sposobem doszłam do mojego tymczasowego domu. Dopiero teraz zorientowałam się, że nie mam kluczy. Nie chciałam psuć przyjaciółce meczu ,dlatego nie wysłałam jej ponaglającej wiadomości. Usiadłam na schodach przed domem i obserwowałam przechodniów. Większość ludzi szło zamyślonych. Żyli w swoim świecie. Nie dostrzegali pięknego nieba czy otaczającej zieleni. Po prostu byli. Twardo stąpali po ziemi. Patrzyli przed siebie, jakby mieli klapki na oczach.
Zastanawiałam się, czy ja też taka jestem? Czy utknęłam w formie obojętności na świat, na cierpienie innych ludzi? W dzieciństwie ciągle słyszałam, że słabi ludzie nie przetrwają w dzisiejszej rzeczywistości, ale czym różni się dzień dzisiejszy od tego sprzed 100 lat?
Znowu napadła mnie chwila nostalgii. Lubiłam zastanawiać się nad swoim życiem. Kochałam obserwować otaczających mnie ludzi. Czasami zastanawiałam się, czy  nie jesteśmy tylko pionkami w grze ważniejszych od nas ludzi?
 Spojrzałam na zegarek. Minęło już 1,5 h. Podniosłam głowę i zauważyłam idącą ku mnie Gosię. Była wyraźnie zadowolona z dzisiejszego dnia.
-Ta dam! Zobacz, co mam!- Wyciągnęła ręce, w których trzymała Mikase z podpisami wszystkich uczestników dzisiejszej imprezy, nawet kontuzjowanego Macieja.
Była tak zafascynowana swoją zdobyczą, że nawet nie zwróciła uwagi na to, że siedzę na dworze. Dowiedziałam się bardzo szybko, jak ta piłka znalazła się w jej posiadaniu. Siatkarze w przerwie meczu urządzili konkurs, kto lepiej zaśpiewa piosenkę „Ona tańczy dla mnie”. Chętnych było wiele, ale Gosia szybko rozgromiła konkurencję. Teraz pewnie pół szczecińskiej populacji zaczęło ją nienawidzić.
 Moja przyjaciółka od razu zaniosła do swojej sypialni zdobycz. Potem wspólnie uzgodniłyśmy ,że przydałoby się posprzątać. Byłyśmy razem w tym domu zaledwie 24h, a już panował tu straszny bałagan. Pewnie trwałoby to o wiele krócej, ale wyraźny brak chęci sprawiły, że uporałyśmy się z tym dopiero po paru godzinach.
Po woli zaczęło zmierzchać. Zrobiłyśmy spaghetti i wyszłyśmy na taras z tyłu domu. Było bardzo przyjemnie. Upał, który panował za dnia powoli ustępował. Pojawił się delikatny wietrzyk. Dało się wyczuć zapach grilla. Słowem letnia sielanka. Musiałam jednak przerwać ciszę:
-Gosia pojedziesz ze mną jutro do Police?- zapytałam spoglądając na przyjaciółkę.
-Nie mogę muszę iść do pracy. A nie możemy jechać za trzy dni? Wtedy będę miała wolne.- powiedziała Gosia upijając łyk zimnego napoju i odwracając głowę w moją stronę.
-No właśnie nie, bo znajomi zaprosili nas na ten wyjazd.
-Jacy znajomi? – Czułam się jakbym znów miała 15 lat i musiała tłumaczyć się rodzicom z tego, z kim rozmawiam i gdzie chodzę.
Musiałam w końcu opowiedzieć Gośce moją małą historię. Byłoby niezręcznie, gdyby dowiedziała się o tym, że byłam z Dawidem od Maćka. Najpierw powiedziałam jej, jak poznaliśmy się z Dawidem, potem historię naszej młodzieńczej ,szalonej miłości. W końcu doszłam do wydarzeń z dzisiejszego dnia. Powoli widziałam, jak oczy mojej przyjaciółki robią się coraz większe. Wiedziałam, że oberwie mi się za to, że jej wcześniej tego nie powiedziałam.
-Nakrzyczałabym na ciebie za ukrywanie czegoś takiego, ale właśnie próbuje wymyślić coś, żebym mogła z wami jutro jechać.- powiedziała dziewczyna ze śmiechem. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Było mi wstyd, że wcześniej jej nie zaufałam na tyle, żeby opowiedzieć jej o tym. Po prostu podeszłam do niej i uścisnęłam ją. Czasami słowa nie są potrzebne i ona chyba też to zrozumiała, bo odwzajemniła uścisk. Stałyśmy tak przez chwilę, aż nagle przyszedł  mi do głowy pewien pomysł.

-Może zadzwonisz jutro do szefa i powiesz, że jesteś chora?-powiedziałam z iście szatańskim uśmiechem. Widziałam, że się waha. W końcu, gdyby to się wydało mogłaby stracić pracę.
-No nie wiem…- Gosia toczyła ze sobą wewnętrzną walkę. W jej oczach widziałam, że chce jechać z nami, ale rozum mówił jej żeby została.
-Och no dobrze! W końcu raz się żyje. Zadzwonię do niego ok. 6 rano, że złapała mnie grypa żołądkowa. Wtedy na pewno nie będzie kazał mi przychodzić do szpitala, bo będzie bał się, że zarażę pacjentów. Choć pewnie bardziej martwiłby się własnym zdrowiem, a nie ich.- To było spore poświęcenie z jej strony. Byłam jej za to bardzo wdzięczna. Nie chciałam być sama pośród skoczków. Zdecydowanie czułabym się przytłoczona.
Zaczęło robić się coraz chłodniej. Weszłyśmy do środka, usprzątałyśmy naczynia z kolacji i poszłyśmy spać. Jutrzejszy dzień będzie pełen wrażeń. Mam tylko szczerą nadzieję, że to będą same pozytywne doznania. Czułam lekkie podenerwowanie.  W sumie nie wiedziałam dlaczego, ale zasypiając byłam już spokojniejsza. Przypomniałam sobie te wspaniałe czekoladowe oczy, które dały mi ukojenie. Zasypiałam z uśmiechem na ustach, gotowa na jutrzejszy wyjazd.

**********************************************************************************
Trochę krótszy rozdział dzisiaj, ale planuje w ten weekend dodać jeszcze jeden ;) Co tu dużo pisać, proszę o opinię. Wszelka krytyka mile widziana :D

14 kwietnia 2013

1.


Siedziałam w zatłoczonym pociągu. Przedział, który wybrałam był chyba najgorszym z możliwych. Kobiet z dwójką małych dzieci, które non stop krzyczały i domagały się uwagi. Obok mnie mniej więcej w połowie drogi usiadła starsza pani, która zamierzała opowiedzieć mi całą genealogie swojej rodziny. Nie miałam dziś ochoty na użeranie się z ludźmi. Był parny dzień, a ja spędziłam w pociągu już 5 godzin. Pozostało jeszcze ok 3 godzin jazdy. Niestety Poznań, w którym mieszkałam od 1,5 roku nie należał do sąsiadujących miast ze Szczecinem. Dlatego nie zostało mi nic innego jak tylko modlić się o koniec podróży. Nałożyłam słuchawki na uszy i włączyłam mp4, dający tym samym starszej pani do zrozumienia, że nie mam ochoty na dalszą lekcję historii. Pomału odlatywałam w dźwięki płynącej muzyki. Sekundy zamieniały się w minuty, minuty w godziny i tak nareszcie dojechałam na miejsce.  Najważniejsza przeprawa dopiero czekała na mnie. Wszyscy pasażerowie skierowali się w kierunku wyjścia. Czułam jak moja walizka miażdży mi nogi, a przy okazji staje się dywanem dla innych bagaży. Całe szczęście los obdarzył mnie silnymi rękami dlatego zaczęłam rozpychać się by w końcu ujrzeć koniec tego chaosu. Udało mi się nareszcie wydostać i ujrzałam zatłoczony, szczeciński dworzec PKP. Nie miałam pojęcia jak mam odnaleźć w tym tłumie moją przyjaciółkę, przez którą musiałam przejść to piekło w pociągu.
Ruszyłam przed siebie zdecydowana zadzwonić do Gosi, gdy tylko będę miała taką możliwość.
-Wikaaaa!!!!!- usłyszałam jej krzyk z oddali. Nie musiałam zastanawiać się, z której strony dobiega jej głos. Ludzie zaczęli rozstępować się przed rozhisteryzowaną dziewczyną. Biegła ku mnie jakbyśmy nie widziały się od roku, a minęło zaledwie 2 tygodnie od naszego ostatniego spotkania. Poznałyśmy się z Gosią w Poznaniu, obie studiujemy na Uniwersytecie Medycznym. Ona ratownictwo medyczne, a ja rehabilitacje.
-Jak ja cię dawno nie widziałam! Dobrze, że nie miałaś dużego spóźnienia bo za godzinę muszę być w pracy. Wiesz od 3 dni jestem salową w szpitalu. Przynajmniej mogę oglądać, co się tam dzieje. Specjalnie wybrałam ostry dyżur. Ja tu tak gadam, a ty siedzisz cicho, ale poczekaj powiem ci jeszcze, co mi się wczoraj przydarzyło. Kupiłam bilety na mecz siatkówki…- nie słuchałam jej już dłużej. Musiałam powdychać świeżego powietrza. Choć miasto było oddalone ok 60 km od morza dało się wyczuć nadmorską bryzę. Kocham ten zapach, mogłabym zamieszkać tu lecz za czym wtedy tęskniłabym?
-Ty mnie w ogóle nie słuchasz!! Ale mniejsza z tym, jesteśmy już na miejscu. Masz tu klucze do domu, ja wrócę za ok 8 godzin jedynie, że szef puści mnie wcześniej. Rodzice z bratem wyjechali w góry, więc masz cały dom wolny. Na piętrze drugie drzwi po lewej, to twój pokój. Rozpakuj się, weź prysznic jak chcesz. Idź na spacer jeśli masz ochotę. Jak wrócę po zrobimy kolacje i pogadamy.-Dziewczyna podała mi klucze, zaczekała aż wyciągnę walizkę z bagażnika, pomachał mi ręką i odjechała z piskiem opon. No cóż, Gosia nie należała do najlepszych kierowców. Lubiła szybką jazdę, co w mieście niekoniecznie było wskazane. Kiedyś próbowała zliczyć ilość stłuczek, w których brała udział(ale oczywiście nie z jej winy), niestety nie dało się.
Muszę przyznać, że dom zrobił na mnie duże wrażenie. Był biały, ze ślicznymi pomalowanymi na biało, drewnianymi oknami. Jedynym barwnym elementem były duże niebieskie drzwi. Odkluczyłam  je i weszłam do środka. Panowała zupełna cisza. Zamknęłam dom od środka i rozejrzałam się po wnętrzu. Było całkiem przytulnie, białe ściany nie sprawiały wrażenia sterylności, bo na każdej z nich wisiały zdjęcia, mnóstwo fotografii i obrazków. Ojciec mojej przyjaciółki był fotografem. Po prawej stronie znajdował się mały salon, a po lewej drewniana kuchnia z jadalnią. Naprzeciwko wejścia były schody prowadzące na piętro. Ściągnęłam baleriny, w których podróżowałam i wspięłam się na górę. Wtaszczenie bagażu nie było łatwym zadaniem, ale cudem dałam radę.  Otwarłam drzwi, które prowadził do „mojego”  pokoju. Był niewielki, ale bardzo przytulny. To prawdopodobnie jedyne miejsce w tym domu, gdzie nie było zdjęć. Pod oknem stało duże, dwuosobowe łóżko z drewnianą ramą i białą pościelą. Naprzeciwko niego była olbrzymia szafa, która z pewnością pomieści wszystkie ubrania , jakie wzięłam ze sobą. Obok łóżka znajdowała się szafka nocna. Postanowiłam odłożyć rozpakowywanie na później i iść wziąć zimny prysznic. Nie wiedziałam gdzie jest łazienka dlatego musiałam otwierać każde drzwi po kolei. Czułam się trochę niezręcznie. Jakby ktoś za chwilę miał wejść do domu i zapytać: Hej, co tu robisz to nasz dom?? Skąd się tu wzięłaś?
Jednak nic takiego nie stało się i mogłam spokojnie rozkoszować się orzeźwiającą wodą, która spływała po moim karku i włosach. Tego mi trzeba było. Pod prysznicem spędziłam ok 15 minut, naprawdę trudno było mi się z nim rozstać. Wytarłam ciało niezbyt dokładnie, ubrałam t-shirt i krótkie spodenki. Niestety przyszedł czas na rozpakowanie się. Zabrałam się do tego niechętni. Wyciągając niektóre ubrania zastanawiałam się kiedy włożyłam je do torby. Gdy wszystkie rzeczy leżały w idealnym porządku w szafie postanowiłam zadzwonić do taty, ale przypomniałam sobie, że jego druga żona ma dzisiaj urodziny więc porzuciłam ten pomysł.
Usiadłam w salonie i wzięłam do ręki „Przeminęło z wiatrem”- jedna z moich ulubionych książek. Uwielbiam postać Scarlett, ale pewnie gdybym znała ją w rzeczywistości miałabym ochotę skopać jej tyłek.
Nim się spostrzegłam odleciałam w krainę snów,
-Jestem już. Nie uwierzysz, ale mój szef chyba postanowił okazać trochę człowieczeństwa i wypuścił mnie CAŁE 15 minut przed końcem. Cudowny człowiek.- Głos Gosi wyrwał mnie ze snu.
-Miło z jego strony- zironizowałam i poszłam za przyjaciółką w kierunku kuchni.
-Nie nudziłaś się za bardzo?- spytała koleżanka odgarniając z czoła brązowe loki. Zawsze zazdrościłam jej tej fryzury. Mnie Bóg obdarzył rudymi ni to prostymi, ni to falowanymi włosami.
-Nie, zdrzemnęłam się, rozpakowałam, umyłam. A jak było w szpitalu?
-Ugh, okropnie. Dużo wymiotów, mnóstwo krwi i jeszcze więcej sprzątania. Nie dziwie się, że dużej konkurencji nie miałam.- Być może Gosia narzekała, ale po błysku w jej oczach wiedziałam, że zakochała się w tej pracy.

Zaczęłyśmy przygotowania, niestety żadna z nas nie posiadała talentu kulinarnego więc po prostu zamówiłyśmy pizzę.
-Kupiłam parę butelek wina, więc zrobimy sobie ucztę-z wręcz szatańskim uśmiechem powiedziała Gosia.
-Parę?? A to jutro nie wybierasz się do pracy- zapytałam nalewając sobie pierwszy kieliszek trunku.
-Jutro mam wolne, zapomniałaś już, że idziemy na mecz. Jest o 14 więc zdążymy ochłonąć, nie przejmuj się.
-Wczoraj rozmawiałam z Przemkiem. Mówił, że żałuje i wcale nie chciał żebyście zerwali.
-Nie powinien do ciebie dzwonić, jeżeli chce mi coś powiedzieć, niech zrobi to prosto w twarz, a nie knuje za moimi plecami. Nie wrócę do niego i chyba wyraźniej nie mogłam mu tego przekazać.
-No tak jaśniej się nie dało, cała szkoła słyszała jak na niego nakrzyczałaś i powiedziałaś, że jest beznadziejnym, skończonym zerem, który ma mózg mniejszy od rozumu kury.
-Co mam kłamać, skoro taki jest… Zresztą nie rozmawiajmy już o nim nie mam zamiaru wracać do niego. Zwykły dzieciak.
Po chwili zadzwonił dzwonek do drzwi. Gosia nie omieszkała poflirtować z dostawcą pizzy. Biedny chłopak był tak zdezorientowany, że nawet nie chciał napiwku. Chyba wyczuł woń wina wokół niej. Uciekał aż się za nim kurzyło.
Spędziłyśmy ten wieczór śmiejąc się, plotkując, pijąc wino i jedząc pizzę. Nie pamiętam gdzie usnęłam, ani  kiedy. Wiem tylko, że to było udane zakończenie dnia, którego konsekwencją będzie boląca głowa.
Obudziłam się późno, a jednak wydawało mi się, że jest za wcześnie. Gosi nie było w pobliżu, ale po wydobywającym się z łazienki śpiewie domyślałam się, że właśnie tam jest. Leżałam na dywanie w salonie. Widocznie spędziłam tu całą noc. Poszłam do kuchni i wyszukałam tabletkę przeciwbólową. Może pomoże zlikwidować tępy ból głowy.
-O wstałaś już? Nie chciałam cię budzić, choć pewnie zbyt wygodnie nie było. Ja spałam na kanapie. Idź już myj się, a ja zrobię śniadanie. Tylko pospiesz się mamy tylko godzinę do meczu.
-Tak jest mamo!- odparłam ze śmiechem przez, co zarobiłam kuksańca w bok.
Nie pozostało mi nic innego jak tylko wykonać „polecenia”. Wzięłam kosmetyczkę i poszłam do łazienki. Prysznic orzeźwił mnie i pozwolił zacząć normalnie funkcjonować. Szybko przebrałam się w sukienkę, na którą miałam ochotę, zrobiłam delikatny makijaż i wyszłam. W całkiem dobrym humorze skierowałam się do kuchni, aby w końcu zapełnić żołądek.
Napiłyśmy się soku, zjadłyśmy parę kanapek i  wyszłyśmy.
-Nie musimy jechać samochodem, to całkiem niedaleko, a zresztą jest piękna pogoda- powiedziała radośnie Gośka.
-A, co to za mecz tak w ogóle?-zapytałam
-Charytatywny i nie uwierzysz kto ma grać!!- nie czekając na moją odpowiedź dodała- Winiarski!!! Nie mogę się doczekać jak go zobaczę. Choć pewnie nie będzie mógł pokazać wszystkich swoich umiejętności. Przeciwnicy mało doświadczeni.
-A z kim grają?
-To ja ci nie powiedziałam? Och, gapa ze mnie. Ze skoczkami
Gwałtownie się zatrzymałam. Przez moją głowę przechodziło mnóstwo myśli. Ale wszystko było nie ważne. Liczyło się tylko jedno słowo, które zadecydowało o tym, że nie mogę iść na ten mecz. Szybko odwróciłam się i zaczęłam iść z powrotem do domu.
-Wika! Co ty robisz? Idziemy w drugą stronę .- Gosia dobiegła do mnie i raptownie zatrzymała.
-Nie chce tam iść-powiedziałam twardo.
-Ale dlaczego, przecież wiesz jak mi na tym zależy. Nie możesz mi tego zrobić- w tej chwili wydawało mi się, że moja przyjaciółka ma 5 lat, a ja właśnie powiedziałam jej, że św. Mikołaj nie istnieje- Proszę zrób to dla mnie-dodała płaczącym głosem.
-Nie lubię skoków-powiedziałam wprost.
-Ale to nie są skoki tylko siatkówka! Proszę- niestety nie miałam innego wyjścia. Musiałam się zgodzić. W końcu zawsze mogłyśmy usiąść gdzieś na boku, w mało widocznym miejscu.
Kiedy doszłyśmy na miejsce byłam już bardzo zdenerwowana. A co jeśli mnie zobaczy? Niby nic takiego, ale nie widzieliśmy się od dawna i nie miałam ochoty odnawiać znajomości.
Trochę uspokoił mnie widok tłumu, jaki wchodził do budynku. Wnętrze nie wyróżniało się niczym specjalnym, zwykła hala. Znalazłyśmy sobie z wielkim trudem miejsca na trybunach i usiadłyśmy. Może nie było idealne, bo mniej więcej na środku siedzeń, przynajmniej siedziałam z brzegu. Zawsze mogłam szybko uciec.
Na boisko zaczęły wychodzić drużyny. Robiłam wszystko żeby nie patrzeć na część, którą zajmowali skoczkowie. Niestety nie dałam rady. Od razu odszukałam go. Powróciły wspomnienia, ale to były już tylko wspomnienia. Nie zmienił się za bardzo. Ciągle szczupły i wysoki.
Mecz rozpoczął się na dobre. Nie zwracałam uwagi na wynik. Byłam pogrążona we własnych myślach. Gosia za to szalała jakby to była, co najmniej olimpiada.
Otrząsnęłam się dopiero, gdy nie usłyszałam wrzawy wokół siebie. Wszyscy nagle ucichli. Nie wiedziałam, co jest tego przyczyną. Machinalnie spojrzałam na boisko. Jeden z zawodników był wynoszony przez kolegów na ławkę. Trzymał się za kostkę więc domyśliłam się, że tam go boli.
-Lepiej żeby to nie było ścięgno- powiedziałam na głos. -I niech nie wstaje bo może tylko pogorszyć sprawę- jak na złość skoczek właśnie wstał. Chyba chciał pokazać, że nic mu nie jest, ale w tej chwili skrzywił się z bólu.
-Co ty wyprawiasz?! Siedź na ławce bo będzie gorzej!-Nie wiem dlaczego tak mnie to zirytowało i  wcale nie chciałam tego powiedzieć tak głośno. Nie planowałam zwrócić na siebie uwagę połowy zebranych.
-Znasz się na tym? Możesz tu podejść i go zbadać? Nasz rehabilitant nie przyjechał z nami- zawołał jakiś mężczyzna z boiska. Patrzył na mnie więc musiało chodzić mu o moją osobę. Naprawdę to był zły pomysł żeby tu przychodzić. Teraz już na pewno wszystkie oczy były zwrócone ku mnie.
Nawet nie wiem kiedy wstałam i poszłam w ich kierunku. Działałam machinalnie.
-Dopiero studiuje rehabilitacje więc za bardzo wam nie pomogę- zaczęłam tłumaczyć się.
-Powiedz chociaż, co mamy zrobić żeby nie było gorzej. Za chwilę ma przyjechać lekarz- powiedział zestresowany trener polskiej kadry skoczków narciarskich.
-Tyle mogę zrobić. Ściągnij but. Tylko delikatnie, przynieście lód i bandaż- byłam w swoim żywiole, każdy lubi czasem porozkazywać.
„Pacjent” wykonał zadanie. Przyłożyłam lód do jego kostki. Niestety puchła, ale nie wyglądało to poważnie.
-Wydaje mi się, że to torebka stawowa, ale nie powinna być zerwana. Oczywiście nadal jest potrzebna konsultacja z lekarzem, zawsze mogę się mylić.
-Tak, zadzwonię gdzie jest. Dziękujemy za pomoc- trener wyglądał na trochę mniej zdenerwowanego gdy odchodził zatelefonować.
-Ja też dziękuję. Maciej Kot- mówiąc to podał mi rękę dopiero teraz mogłam spojrzeć w twarz poszkodowanego.
-Wiktoria Andrzejczak. Nie ma sprawy. Zostałeś moim pierwszym pacjentem. Czuj się zaszczycony- chłopak roześmiał się, a ja usłyszałam dobrze znany głos za swoimi plecami.
-A więc jednak rehabilitacja? Mówiłem, że dostaniesz się- bardzo dawno nie słyszałam go.
-Cześć Dawid, co tam u ciebie?- powiedziałam nad wyraz spokojnym głosem. Odwróciłam się i ujrzałam twarz mojego bardzo dobrego znajomego.
*****************************************************************************
Nareszcie pierwszy rozdział. Nie wiem, co mam o nim myśleć. Początek wydaje mi się taki hmmm... ciężki. Końcowa część powiedzmy,że nie przeszkadza mi ;D Mniejsza ze mną, wy oceńcie ;) Liczę na krytykę, jak zobaczycie jakieś błędy, to piszcie bo moje oczy już nic nie widzą :D
Kolejna część pewnie pojawi się za tydzień.

6 kwietnia 2013

Prolog


Na początku była przyjaźń, później młodzieńcze zauroczenie. Rozumieli się bez słów. Wystarczała sama obecność. Wspólne imprezy, godziny przed książkami. Przeżywali wspólnie wzloty i upadki. Rozwód jej rodziców, problemy w szkole. Choć tak niedojrzali, nie potrafili żyć bez siebie. Ciągle uśmiechnięci, przebojowi, z gotowym planem na przyszłość. Nie ważne, czy świat wokół nich rozpadał się. Mieli siebie nawzajem i tylko to miało znaczenie.
Była ona.
Był on.
Byli oni.

                 Każde popołudnie spędzone razem przeszło do historii. Był nawał nauki, obowiązków. On miał maturę i hobby, którego ona nie znosiła. Ona życie traktowała lekko, z dystansem. Nie lubiła dzielić się. Nie zauważyła lub nie chciała zauważyć jak powoli wymyka się z jej rąk. Pewnego dnia przyszedł do niej w dziwnej niebieskiej czapce i powiedział , że będzie skakać zawodowo. Nie spodobało jej się to. „Masz zamiar utrzymywać się z tego?”. „Tak, kocham to”
Zaczął jej opowiadać o kombinezonie jaki dostał. O tym ,jak trener powiedział mu, że ma talent, a kariera stoi przed nim otworem. Był taki podekscytowany, oczy mu się świeciły,  uśmiech nie schodził z twarzy. Dlatego wspierała go. Słuchała o telemarku, nowo wybudowanej skoczni i innych rzeczach, które wcale ją nie interesowały. Poszła na jego pierwsze zawody, widziała jak się denerwuje. Wtedy pierwszy raz skoki stanęły między nimi. Ona mówiła, że to tylko zabawa, hobby i nie ma się tym tak przejmować. On wiedział, że powoli uzależnia się od tej adrenaliny, wiatru, który uderza w jego twarz. Ona nie rozumiała tego.
Była ona.
Był on.
Były skoki.
Byli oni.
                Powoli przestała przychodzić na jego zawody, chciała wieść normalne, szkolne życie. Jej dobrze szło z nauką, a jemu w sporcie. Zaczął wyjeżdżać na Puchar Kontynentalny. Początkowo dzwonił codziennie. Później, co dwa dni. Na końcu wysyłał smsy od czasu do czasu. Byli ze sobą z przyzwyczajenia. Nikt nie wyobrażał sobie ich osobno. Wydawali się idealni. Pełni pasji, z dobrymi perspektywami na przyszłość. Jednak to tylko pozory. W ich życie wdarła się obojętność. Nie cieszyły ich te same rzeczy. Mieli różnych znajomych i zainteresowania. Kiedy w końcu znaleźli chwile dla siebie, nie mieli o czym rozmawiać. Między nimi powstał mur, którego nie potrafili zburzyć. Decyzja mogła być tylko jedna. Z tego dnia zapamiętała niewiele. Parę jego słów. Żadnych wielkich emocji. I ta niebieska czapka z napisem Wagraf, która stała się symbolem rozpadu czegoś, co było dla niej kiedyś tak ważne.
Była ona.
Był on.
Były skoki.
Nie było ich.



******************
Tyle na początek. Proszę o szczerą opinię, choć wiem,że na razie zbyt dużo nie wiecie. Zostawcie linki do swoich blogów, chętnie poczytam.