14 kwietnia 2013

1.


Siedziałam w zatłoczonym pociągu. Przedział, który wybrałam był chyba najgorszym z możliwych. Kobiet z dwójką małych dzieci, które non stop krzyczały i domagały się uwagi. Obok mnie mniej więcej w połowie drogi usiadła starsza pani, która zamierzała opowiedzieć mi całą genealogie swojej rodziny. Nie miałam dziś ochoty na użeranie się z ludźmi. Był parny dzień, a ja spędziłam w pociągu już 5 godzin. Pozostało jeszcze ok 3 godzin jazdy. Niestety Poznań, w którym mieszkałam od 1,5 roku nie należał do sąsiadujących miast ze Szczecinem. Dlatego nie zostało mi nic innego jak tylko modlić się o koniec podróży. Nałożyłam słuchawki na uszy i włączyłam mp4, dający tym samym starszej pani do zrozumienia, że nie mam ochoty na dalszą lekcję historii. Pomału odlatywałam w dźwięki płynącej muzyki. Sekundy zamieniały się w minuty, minuty w godziny i tak nareszcie dojechałam na miejsce.  Najważniejsza przeprawa dopiero czekała na mnie. Wszyscy pasażerowie skierowali się w kierunku wyjścia. Czułam jak moja walizka miażdży mi nogi, a przy okazji staje się dywanem dla innych bagaży. Całe szczęście los obdarzył mnie silnymi rękami dlatego zaczęłam rozpychać się by w końcu ujrzeć koniec tego chaosu. Udało mi się nareszcie wydostać i ujrzałam zatłoczony, szczeciński dworzec PKP. Nie miałam pojęcia jak mam odnaleźć w tym tłumie moją przyjaciółkę, przez którą musiałam przejść to piekło w pociągu.
Ruszyłam przed siebie zdecydowana zadzwonić do Gosi, gdy tylko będę miała taką możliwość.
-Wikaaaa!!!!!- usłyszałam jej krzyk z oddali. Nie musiałam zastanawiać się, z której strony dobiega jej głos. Ludzie zaczęli rozstępować się przed rozhisteryzowaną dziewczyną. Biegła ku mnie jakbyśmy nie widziały się od roku, a minęło zaledwie 2 tygodnie od naszego ostatniego spotkania. Poznałyśmy się z Gosią w Poznaniu, obie studiujemy na Uniwersytecie Medycznym. Ona ratownictwo medyczne, a ja rehabilitacje.
-Jak ja cię dawno nie widziałam! Dobrze, że nie miałaś dużego spóźnienia bo za godzinę muszę być w pracy. Wiesz od 3 dni jestem salową w szpitalu. Przynajmniej mogę oglądać, co się tam dzieje. Specjalnie wybrałam ostry dyżur. Ja tu tak gadam, a ty siedzisz cicho, ale poczekaj powiem ci jeszcze, co mi się wczoraj przydarzyło. Kupiłam bilety na mecz siatkówki…- nie słuchałam jej już dłużej. Musiałam powdychać świeżego powietrza. Choć miasto było oddalone ok 60 km od morza dało się wyczuć nadmorską bryzę. Kocham ten zapach, mogłabym zamieszkać tu lecz za czym wtedy tęskniłabym?
-Ty mnie w ogóle nie słuchasz!! Ale mniejsza z tym, jesteśmy już na miejscu. Masz tu klucze do domu, ja wrócę za ok 8 godzin jedynie, że szef puści mnie wcześniej. Rodzice z bratem wyjechali w góry, więc masz cały dom wolny. Na piętrze drugie drzwi po lewej, to twój pokój. Rozpakuj się, weź prysznic jak chcesz. Idź na spacer jeśli masz ochotę. Jak wrócę po zrobimy kolacje i pogadamy.-Dziewczyna podała mi klucze, zaczekała aż wyciągnę walizkę z bagażnika, pomachał mi ręką i odjechała z piskiem opon. No cóż, Gosia nie należała do najlepszych kierowców. Lubiła szybką jazdę, co w mieście niekoniecznie było wskazane. Kiedyś próbowała zliczyć ilość stłuczek, w których brała udział(ale oczywiście nie z jej winy), niestety nie dało się.
Muszę przyznać, że dom zrobił na mnie duże wrażenie. Był biały, ze ślicznymi pomalowanymi na biało, drewnianymi oknami. Jedynym barwnym elementem były duże niebieskie drzwi. Odkluczyłam  je i weszłam do środka. Panowała zupełna cisza. Zamknęłam dom od środka i rozejrzałam się po wnętrzu. Było całkiem przytulnie, białe ściany nie sprawiały wrażenia sterylności, bo na każdej z nich wisiały zdjęcia, mnóstwo fotografii i obrazków. Ojciec mojej przyjaciółki był fotografem. Po prawej stronie znajdował się mały salon, a po lewej drewniana kuchnia z jadalnią. Naprzeciwko wejścia były schody prowadzące na piętro. Ściągnęłam baleriny, w których podróżowałam i wspięłam się na górę. Wtaszczenie bagażu nie było łatwym zadaniem, ale cudem dałam radę.  Otwarłam drzwi, które prowadził do „mojego”  pokoju. Był niewielki, ale bardzo przytulny. To prawdopodobnie jedyne miejsce w tym domu, gdzie nie było zdjęć. Pod oknem stało duże, dwuosobowe łóżko z drewnianą ramą i białą pościelą. Naprzeciwko niego była olbrzymia szafa, która z pewnością pomieści wszystkie ubrania , jakie wzięłam ze sobą. Obok łóżka znajdowała się szafka nocna. Postanowiłam odłożyć rozpakowywanie na później i iść wziąć zimny prysznic. Nie wiedziałam gdzie jest łazienka dlatego musiałam otwierać każde drzwi po kolei. Czułam się trochę niezręcznie. Jakby ktoś za chwilę miał wejść do domu i zapytać: Hej, co tu robisz to nasz dom?? Skąd się tu wzięłaś?
Jednak nic takiego nie stało się i mogłam spokojnie rozkoszować się orzeźwiającą wodą, która spływała po moim karku i włosach. Tego mi trzeba było. Pod prysznicem spędziłam ok 15 minut, naprawdę trudno było mi się z nim rozstać. Wytarłam ciało niezbyt dokładnie, ubrałam t-shirt i krótkie spodenki. Niestety przyszedł czas na rozpakowanie się. Zabrałam się do tego niechętni. Wyciągając niektóre ubrania zastanawiałam się kiedy włożyłam je do torby. Gdy wszystkie rzeczy leżały w idealnym porządku w szafie postanowiłam zadzwonić do taty, ale przypomniałam sobie, że jego druga żona ma dzisiaj urodziny więc porzuciłam ten pomysł.
Usiadłam w salonie i wzięłam do ręki „Przeminęło z wiatrem”- jedna z moich ulubionych książek. Uwielbiam postać Scarlett, ale pewnie gdybym znała ją w rzeczywistości miałabym ochotę skopać jej tyłek.
Nim się spostrzegłam odleciałam w krainę snów,
-Jestem już. Nie uwierzysz, ale mój szef chyba postanowił okazać trochę człowieczeństwa i wypuścił mnie CAŁE 15 minut przed końcem. Cudowny człowiek.- Głos Gosi wyrwał mnie ze snu.
-Miło z jego strony- zironizowałam i poszłam za przyjaciółką w kierunku kuchni.
-Nie nudziłaś się za bardzo?- spytała koleżanka odgarniając z czoła brązowe loki. Zawsze zazdrościłam jej tej fryzury. Mnie Bóg obdarzył rudymi ni to prostymi, ni to falowanymi włosami.
-Nie, zdrzemnęłam się, rozpakowałam, umyłam. A jak było w szpitalu?
-Ugh, okropnie. Dużo wymiotów, mnóstwo krwi i jeszcze więcej sprzątania. Nie dziwie się, że dużej konkurencji nie miałam.- Być może Gosia narzekała, ale po błysku w jej oczach wiedziałam, że zakochała się w tej pracy.

Zaczęłyśmy przygotowania, niestety żadna z nas nie posiadała talentu kulinarnego więc po prostu zamówiłyśmy pizzę.
-Kupiłam parę butelek wina, więc zrobimy sobie ucztę-z wręcz szatańskim uśmiechem powiedziała Gosia.
-Parę?? A to jutro nie wybierasz się do pracy- zapytałam nalewając sobie pierwszy kieliszek trunku.
-Jutro mam wolne, zapomniałaś już, że idziemy na mecz. Jest o 14 więc zdążymy ochłonąć, nie przejmuj się.
-Wczoraj rozmawiałam z Przemkiem. Mówił, że żałuje i wcale nie chciał żebyście zerwali.
-Nie powinien do ciebie dzwonić, jeżeli chce mi coś powiedzieć, niech zrobi to prosto w twarz, a nie knuje za moimi plecami. Nie wrócę do niego i chyba wyraźniej nie mogłam mu tego przekazać.
-No tak jaśniej się nie dało, cała szkoła słyszała jak na niego nakrzyczałaś i powiedziałaś, że jest beznadziejnym, skończonym zerem, który ma mózg mniejszy od rozumu kury.
-Co mam kłamać, skoro taki jest… Zresztą nie rozmawiajmy już o nim nie mam zamiaru wracać do niego. Zwykły dzieciak.
Po chwili zadzwonił dzwonek do drzwi. Gosia nie omieszkała poflirtować z dostawcą pizzy. Biedny chłopak był tak zdezorientowany, że nawet nie chciał napiwku. Chyba wyczuł woń wina wokół niej. Uciekał aż się za nim kurzyło.
Spędziłyśmy ten wieczór śmiejąc się, plotkując, pijąc wino i jedząc pizzę. Nie pamiętam gdzie usnęłam, ani  kiedy. Wiem tylko, że to było udane zakończenie dnia, którego konsekwencją będzie boląca głowa.
Obudziłam się późno, a jednak wydawało mi się, że jest za wcześnie. Gosi nie było w pobliżu, ale po wydobywającym się z łazienki śpiewie domyślałam się, że właśnie tam jest. Leżałam na dywanie w salonie. Widocznie spędziłam tu całą noc. Poszłam do kuchni i wyszukałam tabletkę przeciwbólową. Może pomoże zlikwidować tępy ból głowy.
-O wstałaś już? Nie chciałam cię budzić, choć pewnie zbyt wygodnie nie było. Ja spałam na kanapie. Idź już myj się, a ja zrobię śniadanie. Tylko pospiesz się mamy tylko godzinę do meczu.
-Tak jest mamo!- odparłam ze śmiechem przez, co zarobiłam kuksańca w bok.
Nie pozostało mi nic innego jak tylko wykonać „polecenia”. Wzięłam kosmetyczkę i poszłam do łazienki. Prysznic orzeźwił mnie i pozwolił zacząć normalnie funkcjonować. Szybko przebrałam się w sukienkę, na którą miałam ochotę, zrobiłam delikatny makijaż i wyszłam. W całkiem dobrym humorze skierowałam się do kuchni, aby w końcu zapełnić żołądek.
Napiłyśmy się soku, zjadłyśmy parę kanapek i  wyszłyśmy.
-Nie musimy jechać samochodem, to całkiem niedaleko, a zresztą jest piękna pogoda- powiedziała radośnie Gośka.
-A, co to za mecz tak w ogóle?-zapytałam
-Charytatywny i nie uwierzysz kto ma grać!!- nie czekając na moją odpowiedź dodała- Winiarski!!! Nie mogę się doczekać jak go zobaczę. Choć pewnie nie będzie mógł pokazać wszystkich swoich umiejętności. Przeciwnicy mało doświadczeni.
-A z kim grają?
-To ja ci nie powiedziałam? Och, gapa ze mnie. Ze skoczkami
Gwałtownie się zatrzymałam. Przez moją głowę przechodziło mnóstwo myśli. Ale wszystko było nie ważne. Liczyło się tylko jedno słowo, które zadecydowało o tym, że nie mogę iść na ten mecz. Szybko odwróciłam się i zaczęłam iść z powrotem do domu.
-Wika! Co ty robisz? Idziemy w drugą stronę .- Gosia dobiegła do mnie i raptownie zatrzymała.
-Nie chce tam iść-powiedziałam twardo.
-Ale dlaczego, przecież wiesz jak mi na tym zależy. Nie możesz mi tego zrobić- w tej chwili wydawało mi się, że moja przyjaciółka ma 5 lat, a ja właśnie powiedziałam jej, że św. Mikołaj nie istnieje- Proszę zrób to dla mnie-dodała płaczącym głosem.
-Nie lubię skoków-powiedziałam wprost.
-Ale to nie są skoki tylko siatkówka! Proszę- niestety nie miałam innego wyjścia. Musiałam się zgodzić. W końcu zawsze mogłyśmy usiąść gdzieś na boku, w mało widocznym miejscu.
Kiedy doszłyśmy na miejsce byłam już bardzo zdenerwowana. A co jeśli mnie zobaczy? Niby nic takiego, ale nie widzieliśmy się od dawna i nie miałam ochoty odnawiać znajomości.
Trochę uspokoił mnie widok tłumu, jaki wchodził do budynku. Wnętrze nie wyróżniało się niczym specjalnym, zwykła hala. Znalazłyśmy sobie z wielkim trudem miejsca na trybunach i usiadłyśmy. Może nie było idealne, bo mniej więcej na środku siedzeń, przynajmniej siedziałam z brzegu. Zawsze mogłam szybko uciec.
Na boisko zaczęły wychodzić drużyny. Robiłam wszystko żeby nie patrzeć na część, którą zajmowali skoczkowie. Niestety nie dałam rady. Od razu odszukałam go. Powróciły wspomnienia, ale to były już tylko wspomnienia. Nie zmienił się za bardzo. Ciągle szczupły i wysoki.
Mecz rozpoczął się na dobre. Nie zwracałam uwagi na wynik. Byłam pogrążona we własnych myślach. Gosia za to szalała jakby to była, co najmniej olimpiada.
Otrząsnęłam się dopiero, gdy nie usłyszałam wrzawy wokół siebie. Wszyscy nagle ucichli. Nie wiedziałam, co jest tego przyczyną. Machinalnie spojrzałam na boisko. Jeden z zawodników był wynoszony przez kolegów na ławkę. Trzymał się za kostkę więc domyśliłam się, że tam go boli.
-Lepiej żeby to nie było ścięgno- powiedziałam na głos. -I niech nie wstaje bo może tylko pogorszyć sprawę- jak na złość skoczek właśnie wstał. Chyba chciał pokazać, że nic mu nie jest, ale w tej chwili skrzywił się z bólu.
-Co ty wyprawiasz?! Siedź na ławce bo będzie gorzej!-Nie wiem dlaczego tak mnie to zirytowało i  wcale nie chciałam tego powiedzieć tak głośno. Nie planowałam zwrócić na siebie uwagę połowy zebranych.
-Znasz się na tym? Możesz tu podejść i go zbadać? Nasz rehabilitant nie przyjechał z nami- zawołał jakiś mężczyzna z boiska. Patrzył na mnie więc musiało chodzić mu o moją osobę. Naprawdę to był zły pomysł żeby tu przychodzić. Teraz już na pewno wszystkie oczy były zwrócone ku mnie.
Nawet nie wiem kiedy wstałam i poszłam w ich kierunku. Działałam machinalnie.
-Dopiero studiuje rehabilitacje więc za bardzo wam nie pomogę- zaczęłam tłumaczyć się.
-Powiedz chociaż, co mamy zrobić żeby nie było gorzej. Za chwilę ma przyjechać lekarz- powiedział zestresowany trener polskiej kadry skoczków narciarskich.
-Tyle mogę zrobić. Ściągnij but. Tylko delikatnie, przynieście lód i bandaż- byłam w swoim żywiole, każdy lubi czasem porozkazywać.
„Pacjent” wykonał zadanie. Przyłożyłam lód do jego kostki. Niestety puchła, ale nie wyglądało to poważnie.
-Wydaje mi się, że to torebka stawowa, ale nie powinna być zerwana. Oczywiście nadal jest potrzebna konsultacja z lekarzem, zawsze mogę się mylić.
-Tak, zadzwonię gdzie jest. Dziękujemy za pomoc- trener wyglądał na trochę mniej zdenerwowanego gdy odchodził zatelefonować.
-Ja też dziękuję. Maciej Kot- mówiąc to podał mi rękę dopiero teraz mogłam spojrzeć w twarz poszkodowanego.
-Wiktoria Andrzejczak. Nie ma sprawy. Zostałeś moim pierwszym pacjentem. Czuj się zaszczycony- chłopak roześmiał się, a ja usłyszałam dobrze znany głos za swoimi plecami.
-A więc jednak rehabilitacja? Mówiłem, że dostaniesz się- bardzo dawno nie słyszałam go.
-Cześć Dawid, co tam u ciebie?- powiedziałam nad wyraz spokojnym głosem. Odwróciłam się i ujrzałam twarz mojego bardzo dobrego znajomego.
*****************************************************************************
Nareszcie pierwszy rozdział. Nie wiem, co mam o nim myśleć. Początek wydaje mi się taki hmmm... ciężki. Końcowa część powiedzmy,że nie przeszkadza mi ;D Mniejsza ze mną, wy oceńcie ;) Liczę na krytykę, jak zobaczycie jakieś błędy, to piszcie bo moje oczy już nic nie widzą :D
Kolejna część pewnie pojawi się za tydzień.

11 komentarzy:

  1. No i co ja mam powiedzieć ? Hmm, świetny rozdział. Czytało mi się bardzo przyjemnie. Mamy główną bohaterkę, studentkę rehabilitacji. Zwariowaną dziewczynę - Gosię. Fabuła opowiadania wydaje się być bardzo ciekawa. Zobaczymy co będzie dalej :D Pojawił się Maciek, jest moc :D A więc tajemniczym byłym chłopakiem Wiktorii jest Dawid. Zapowiada się ciekawie. Pozdrawiam :) Życzę dużo weny. http://my-dreams-world-story.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślałam, że tym jej dawnym chłopakiem będzie Maciek, ale pomyliłam się. Może to i dobrze? :D Czekam na więcej!
    Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. świetne, wciąga!
    Przyznam, że nie spodziewałam się, że tym chłopakiem będzie Dawid, ale podoba mi się! ;D chyba pierwszy raz spotkałam się z tym, że to Dawid jest głównym bohaterem ;)
    czekam na następny! ;D

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja chcę więcej!
    Szczerze mówiąc nie spodziewałam się Dawida. Fajny i oryginalny pomysł z bohaterem :) Co ja u mogę jeszcze napisać.... Podobało mi się strasznie i czekam na ciąg dalszy :))

    OdpowiedzUsuń
  5. Najpierw powiem jedno czego nie lubię!!!!!
    Nienawidzę "Przeminęło z wiatrem!!!!! Wystarczy, że przerabiałam to na studiach w wersji niemieckiej i polskiej i nią rzygam xD Ja naprawdę nie rozumiem jak można to uwielbiać... ^^'
    Cóż, każdy ma inne gusta! Cieszę się, że umieściłaś nowy rozdział, który dziewczyno spodobał mi się bardzo. Co do początków nie przejmuj się bo ja sama się teraz męczę. Mam środek, mam koniec, a wstęp non stop poprawiam i zmieniam.
    Bardzo fajny pomysł i sposób na przedstawienie opowiadania!
    Czekam z niecierpliwością i nie każ nam długo czekać!
    Życzę Ci weny!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Wika się znała z Dawidem! A Maciek, nic nie mówi i, i tak na wszystkich działa i powiem szczerze, że nie rozumiem jego fenomenu, bo co, ma ładną buźkę, bo ma. Ale okej, nie wypowiadam się na jego temat. Bo to, że wielbię go za jego sposób bycia i ambicję nie ma tu nic do rzeczy xd
    http://utworzymy-pelnie.blogspot.com/
    nowy, jeśli chcesz;d

    OdpowiedzUsuń
  7. Jejku zaskoczyłaś mnie bo myślałam, że dawny chłopak to MAciek a tu taka niespodzianka, że Dawid. Zapowiada się ciekawie mam nadzieje, że Wiki da sobie jakoś radę i nie zestresuje się za bardzo przy obecności jej dawnego ukochanego. Czekam na następny i zapraszam do siebie na nowy:
    http://przy-tobie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Cóż, mieć Macieja Kota za pierwszego pacjenta to również spore wyróżnienie i powód do opowiadania wnukom ;d haha Ale znajomość z Dawidem, no no no
    Czekam na więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Dawid. Dawid. W życiu bym nie pomyślała.
    Pierwszy pacjent: Kot. Trza było tyle nie fikać. Podobno zawsze na cztery łapy, ale o dziwo, chyba jednak nie tym razem.
    Rehabilitacja. Okropne słowo.
    A na temat stłuczek oczywiście nie z mojej winy mogę się szeroko, obszernie i kosmicznie wypowiedzieć xD
    Pozdrawiam^^

    OdpowiedzUsuń
  10. ciekawie sie zaczyna, zapraszam do mnie http://tenis-skijumping-and-me.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń